Ewa Woydyłło-Osiatyńska – doktor psychologii i terapeuta uzależnień.



Wywiad z Ewą Woydyłło

Ewa Woydyłło i alkoholik Tadeusz, rozmawiają o sponsorowaniu w Al-anon, dysfunkcjach i nie tylko.
 (Rozmowa zarejestrowana w Londynie 13 listopada 20011)

 T – Czy we Wspólnocie Al-anon (samopomocowe grupy skupiające krewnych alkoholików) powinien istnieć sponsoring? 
    E. – Tak, zdecydowanie, ponieważ jest to wzmocnienie tego, co dzieje się na mityngach, czyli spotkaniach Al-anon. Jest to ponadto przeniesienie atmosfery i samego programu do życia osobistego, codziennego. 
Sponsor odgrywa rolę pomocnika, sojusznika, przewodnika, trenera, który może robić to, co zwykle nie jest możliwe podczas mityngu – choćby dawanie rad, wskazówek, zaleceń. 
Sponsor, we wspólnotach dwunastokrokowych w Polsce, bo nie tylko w Al-anon, to określenie mylące i nie zawsze jednoznacznie rozumiane; nie ma ono bowiem nic wspólnego z pieniędzmi, finansowaniem. 
Dlatego lepszym byłoby właśnie coach (trener), to jest ktoś, kto pilnuje, żebym nie wpadła w przepaść, żebym się nie zagapiła; ktoś, kto czasem pogania, ale i asekuruje. Idea sponsoringu w Polsce nie jest specjalnie popularna, a wynika to z genezy Wspólnot AA, Al-anon i innych. W Ameryce powstawały one i rozwijały się w sposób naturalny. 
Do naszego kraju zostały przywiezione i to niekoniecznie przez alkoholików (al-anonki), a przy okazji także dostosowywane i modyfikowane według własnych wyobrażeń i przekonań, cóż z tego, że w najlepszej wierze. Tym niemniej sponsorowanie uznać należy za niezwykle pożyteczne. Nie jest ono może niezbędne, ale niewątpliwie stanowi ogromne ułatwienie. 

T – O ile u alkoholika łatwo jest określić moment, w którym zwraca się on o pomoc, bo zwalają się na niego rozmaite konsekwencje picia, to jak rozpoznać właściwą chwilę w przypadku osoby współuzależnionej? 
   E – Odpowiedni moment wyznaczają trzy elementy, podobnie zresztą jak w przypadku alkoholika, a więc: ból, problemy, kłopoty. Warto jednak pamiętać, że różni ludzie mają różną odporność na ból i niektórzy całymi latami potrafią znosić cierpienie. 
Na szczęście poziom świadomości społecznej stale wzrasta i osoby z domów alkoholowych szybciej zdają sobie sprawę z problemów, a więc i szybciej szukają pomocy. Pijący destrukcyjnie alkoholik może umrzeć, natomiast osoba współuzależniona raczej nie. 
Wprawdzie znosząc czyjeś picie latami, będzie miała kiepską i nieustannie pogarszającą się jakość życia, także problemy z wychowaniem w tych warunkach dzieci, ale współuzależnienie nie powoduje bezpośrednio zagrożenia życia. 
Możliwe, że z tego względu Wspólnota Al-anon nie rozwinęła się dotąd i to nigdzie na świecie na taką skalę, jak AA. 
Jest tu jeszcze jeden element: niektóre osoby wychowały się w domach dysfunkcyjnych, a teraz, jako dorośli już ludzie, żyją w domach alkoholowych – im się może wydawać, że to jest normalne życie, że tak to właśnie jest, a nawet ma być. 
W konsekwencji nie wierzą, by cokolwiek można było zmienić, w jakikolwiek sposób przeciwdziałać, sprzeciwiać się. 
Ma z tym związek także wychowanie w tradycjach katolickich rodzinach. Jednym z jego pryncypiów jest zalecenie: nieś swój krzyż. 
Jeśli więc trafił się kobiecie mąż alkoholik, albo syn narkoman, to rozważa ona problem w kategoriach krzyża, który zesłał jej Bóg. 
Nie należy się buntować i domagać zmiany, ale cierpliwie i z pokorą nieść swój krzyż. I to niestety w dużej mierze wydłuża proces dojrzewania do postanowienia: ja już tak nie chcę, nie godzę się, chcę to przerwać! Bywają też opory o charakterze nie tylko religijnym, ale wręcz kulturowym: 
Gdzie będziesz chodzić i obcym gadać? To nie wiesz, że brudy pierze się w domu? 
Komu i po co chcesz opowiadać, co Ci tatuś robił? To nie pamiętasz, że masz czcić ojca i matkę? 
Ujawnianie domowej patologii jest sprzeczne z katolickim modelem światopoglądowym. 
Wspólnoty DDA, Al-anon, nawet AA, trafiają na naturalne w Polsce przeszkody w postaci naszej mentalności. 

 T – Moment, w którym prosimy kogoś o pomoc, to także chwila, w której wreszcie zaczynamy patrzeć w przyszłość, zamiast nieustannie grzebać się w przeszłości – bardzo modna postawa w ostatnich czasach, swoją drogą. Co Pani poradziłaby ludziom z Al-anon, albo takim, którzy przylepili sobie łatkę takiej lub innej dysfunkcji? W jaki sposób zachęcić ich do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie? 
   E – Terapeuci, duszpasterze, opiekunowie, nauczyciele, przewodnicy duchowi, ludzie, którzy mają możliwość wpływania na innych, powinni sami przyjąć taką postawę, aby zajmować się raczej rozwiązaniami, a nie problemami. 
Problem to coś, co już było, przeszłość, natomiast rozwiązanie to coś, co dopiero zrobię, zastosuję. 
Oczywiście od przeszłości należy zacząć, choćby po to, by określić rodzaj i charakter dysfunkcji, ale nie można się na niej koncentrować i do niej ograniczać. 
W każdej rodzinie bywają różne problemy, ale nie wszystkie świadczą o dysfunkcji rozumianej jako wyraźne ograniczenie rozwoju. Jeśli rodzice nie chcieli mi kupić psa (za małe mieszkanie, za mało pieniędzy), to jeszcze nie świadczy o dysfunkcji. 
Dysfunkcją nie są też przeżycia – faktycznie niekiedy bolesne i trudne – choćby śmierć ukochanej babci. Pod pojęcie dysfunkcja podciągamy dziś zbyt często wszelkie doświadczenia nieprzyjemne, które nam się nie podobały. 

 T – Czy można w takim razie stwierdzić, że momentem kluczowym, w przypadku osób współuzależnionych, ale nie tylko, jest wzięcie odpowiedzialności za swoje życie i nieprzerzucanie jej dłużej na dom rodzinny? 
   E. – Oczywiście. Nie podobało Ci się w rodzinie? 
Masz żal i pretensje do ojca, czy matki? 
Rozumiem, współczuję, mogę wysłuchać Twoich uraz i pretensji. Ale zaraz potem zabierzmy się za pracę nad tym, aby w Twojej obecnej rodzinie było lepiej, aby nie powielać dawnych błędów twoich rodziców. 

 T – Dziękuję za rozmowę.

Polityka Prywatności

Rok 2019, Wszelkie Prawa Zastrzeżone Norbi

Kontakt: norbi@niepijemy.pl

Liczba odwiedzin: 5515
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem